Poranne rytuały

Rytuały o poranku to według mnie najlepsze, co świat, a raczej my sami, mamy sobie do zaoferowania. Teraz, w czasie trwania epidemii to może i wszystko jedno, ale kiedy chodzimy do pracy to wstanie z godzinę wcześniej może zdziałać cuda. Nie jestem w tym oryginalna, wiem. Powstało na ten temat sporo książek i filmików motywacyjnych.

Odkąd z przyjaciółkami ustaliłyśmy codzienne ćwiczenia online (jedna z nich jest trenerką personalną) o 7 rano, moje dni wyglądają zupełnie inaczej. Wstaję, parzę kawę, ćwiczymy, biorę prysznic, nawilżam ciało, przebieram się w strój mniej niż bardziej domowy (to mi daje jakieś poczucie normalności), parzę kolejną kawę, jem płatki i zasiadam na swoim fotelu! Dzisiaj towarzyszy mi radio. Najważniejsze – inni domownicy jeszcze śpią! To wtedy dzieją się najlepsze rzeczy. Myśli przepływają przez moją głowę jak delikatne cirrocumulusy. Jestem Panią swojego przytulnego świata. Planuję jakie książki przeczytam, co napiszę. Pisanie też jest częścią tych rytuałów. Julia Cameron w „Drodze artysty” zachęca do spisywania 2,5 strony o poranku metodą strumienia świadomości. Ja staram się to trochę mentalnie porządkować, ale efekt jest podobny, a nawet lepszy – zanurzenie w tym, co wyrzuca bez namysłu nasza mózgownica może być przykrym doświadczeniem. W moim wypadku dolewało oliwy do ognia emocji, z którymi wolałam się godzić i akceptować niż inwestować w ich rozrost do granic kontroli. Najpierw myśl, potem pisz. Staram się to stopniowo wcielać w życie.

Poranki są również do pozbywania się niektórych myśli i zastępowania ich fajniejszymi odpowiednikami. Ograniczenie korzystania z social mediów w moim wypadku wspiera pozbycie się myśli o ocenie mojej osoby przez innych. Zastępuję to ćwiczeniem dystansu do siebie – odpękowywaniem się. Jak już przestaję być pępkiem świata to nagle robi się trochę przestrzeni w relacjach, które do tej pory szwankowały.

Kolejnym, oklepanym zajęciem na poranek, które reklamuje sama Oprah Winfrey, jest napełnianie głowy czymś wartościowym, tj. czytanie. Wybór w tym temacie przyprawia o zawrót głowy, ale osobiście na rano poleciłabym coś refleksyjnego, duchowego, uwalniającego, albo pięknego. Może być też wszystko naraz, chociaż w swoim życiu przeczytałam niewiele książek, które spełniałyby wszystkie powyższe kryteria. Na pewno mogę polecić „Raport dla El Greca” Nikosa Kazantzakisa (tego samego, który napisał Greka Zorbę). To duchowa autobiografia pisarza, którego twórczość karmi duszę i umysł na każdym możliwym poziomie. Nie wiem w sumie, czy ktoś gdzieś ją dorwie. Została wydana przez Teatr Zar w 2012 roku. Na tym poleceniu zakończę tego porannego posta. Idę złapać jakąś książkę.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: