O miłości

Pamiętam, jak kiedyś jechałam autem z mamą. Byłam nastolatką. Z odtwarzacza leciały wiersze Jana Rybowicza śpiewane przez Stare Dobre Małżeństwo. Zaczynała się jesień. Czuć było w powietrzu. Postanowiłam, że ta jesień będzie doniosła i dojrzała. Taka, jaką sama pragnęłam się stawać. Przeczuwałam też, że będzie mi smutno. Teraz wiem, że smutek towarzyszy każdemu dojrzewaniu. Nadchodził czas zanurzenia w przestrzeń mieszkania, w wewnętrzne światy. Odchodziło lato. Po powrocie do domu napisałam pierwszy wiersz, który został gdziekolwiek opublikowany. Wiem, że kiedy siadałam przy biurku do pisania, natchniona twórczością Rybowicza i jesienią, poczułam, że kocham swoją samotność. Zawsze kojarzyła mi się z wyławianiem czegoś z głębi, zatopionych skarbów i miast, z dna.


Myślę o tym, bo teraz wszystko wraca do życia. Jest lato. Warunki sprzyjają wynurzeniu. Tymczasem, przy kawie, spotykam się ze swoimi ostatecznościami. Nie powalają mnie na łopatki. Odrobiłam już lekcję samotności. Migają przede mną, jak na wyciągnięcie ręki: własne tajemnice, pragnienia, tęsknoty. Nie znam niczego piękniejszego niż towarzysząca temu melancholia, uczucie nieodwracalnej i subtelnej zmiany, przeorganizowanie wewnętrznych trybów. Bycie sobą w momencie stawania się kimś innym. Wszystko wraca do życia. Wynurzam się więc, ale bezbronnie, bez skorupy. Tak żeby nawet przy podmuchu wiatru lecieć na dno, ale nigdy nie dać się na zawsze zatopić. Falować i spadać. Płakać, śmiać się i kochać.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: