O bólu

Leżałam ze wzrokiem wbitym w sufit całe noce. Z przerwami na ćwiczenia fizyczne. W mroku. Rodzice spali za ścianą. Na discmanie grało Closterkeller i Myslovitz. „Praca, szkoła, śmierć” śpiewał mi Rojek jak przestrogę. Potem, podczas okresu żarliwej wiary, zmawiałam różańce. Byłam w tym zawzięta, ale modliłam się głównie o znalezienie miłości. Dopiero teraz zdaję sobie sprawę z rozmiarów swojego niegdysiejszego osamotnienia. Daleko było mi do modlitw o życiową mądrość, na co później naprowadził mnie uduchowiony i zdecydowanie bardziej poukładany, przyjaciel. Ćwiczenia w anorektyczno-bulimicznym amoku, wołania do nieba i muzyka sprawiały, że te noce były fanatyczne, jak cała moja psychika. Piszę o tym, bo za sprawą fejsbukowego łańcuszka wracam do czasów, kiedy słuchałam „Korova Milky Bar”. „Tylko pstryk i już nie ma mnie”. Tak bardzo chciałam wtedy zniknąć. Pisząc to zastanawiam się, czy ktokolwiek wiedział o mojej bezsenności. Bliscy mi wtedy ludzie spotykali dzienną wersję mnie. Tę pasującą, albo próbującą wyróżnić się tak bardzo, żeby nikt nigdy nie przeszedł obok niej obojętnie. Tak wołałam o miłość. Pod różnymi przykrywkami, nieświadomie.

Potem wszystko zaczęło się rozmywać. Stopniowo wychodziłam ze swojej ciemności, ale nie na światło. Noce zaczęłam spędzać na oszukiwaniu samej siebie. Głębię przeżyć fundował mi alkohol i złe decyzje. Roztwaniałam swoją żarliwość w nieustannym pędzie. Poszerzałam horyzonty, zmieniałam związki i traciłam kontakt z tym, co było we mnie żywe i domagało się opieki. Łatwo jest z błagania o miłość przejść do błagania o akceptację i nigdy się do tego nie przyznać. Podmieniać poczucie niższości na wyższość, uczucia na zachcianki. Byłam głodna życia, ale nie potrafiłam się nakarmić. Dryfowałam na życiową płyciznę. Tam już łatwo można utknąć. Z kilkoma trofeami, które dużo szybciej niż się to wydaje, tracą na wartości. Może jeszcze złamie nam to serce. Terapeuta powie, że to dobrze. Nie mając już gdzie uciec, w końcu zmierzymy się z bólem. Jak w szamańskim rytuale – umrzemy i wrócimy do żywych.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: